W PUNKT – czopek ze srebra wyróżniony w konkursie sztuki złotniczej SREBRO 2019

To jest dłuuuuga historia… i ostrzegam: to miała być farsa, więc jest śmiesznie, ale też trochę straszno 🙂 Sami do końca nie wiemy, czy jest o co czopki kruszyć. Ale pierwszy kontakt z Legnickim festiwalem „Srebro” w 2018 roku jest ważnym kontekstem. Zatem – co się wydarzyło:
W 2018 roku po raz pierwszy w życiu wystartowaliśmy w konkursie. Ba! Konkursie. Ponoć przez duże „K”. Był to Międzynarodowy konkurs Sztuki Złotniczej ILUZJA. Na jakiś miesiąc odsunęliśmy wszelkie zlecenia i daliśmy się pochłonąć tworzeniu czegoś, co wykraczało poza nasze dotychczasowe granice/możliwości. Udało się – dwie nasze prace zostały wybrane do udziału w głównej wystawie konkursowej. To ponoć wielki zaszczyt, bo sam konkurs uchodzi za najbardziej prestiżowy w Polsce.
Pojechaliśmy do Legnicy dopiero po Festiwalu, bo w trakcie kulminacji tegoż, akurat mieliśmy ważne targi. Nie było szans, by się wyrwać.
Na miejscu zobaczyliśmy wystawę główną i wystawy towarzyszące…
Przypomnę, że chodzi o edycję 2018 czyli temat konkursu brzmiał „ILUZJA„.
No więc… słabo to wyglądało (delikatnie rzecz ujmując). Począwszy od części nagrodzonych prac (jury wytknęło rzekomo słaby poziom konkursu, gdyż mało kto podejmował tematy społeczne i polityczne, większość prac skupiona była wokół „prostej” iluzji optycznej. A grand prix przyznano… pracy oszukującej zmysły (wygląda na ciężkie, a jest lekkie, bo z bibułki). Czyli co? Iluzja oszukująca zmysły (w tym iluzja optyczna i iluzja masy) nie są aż takie złe? Hm.
Część prac na wystawie głównej zwyczajnie nie podejmowała tematu konkursu. To ta kategoria realizacji, przy których nauczyciele w szkole podstawowej piszą pod pracą „praca ciekawa, ale nie na temat. ndst.” 😉 Kilka prac zwróciło uwagę tym, że nasuwały jedno, jedyne (bez odpowiedzi zresztą) pytanie: „co to w ogóle jest?”. Kilka prac od razu też sklasyfikowaliśmy jako „można to było zrobić lepiej”. Przyjmijmy jednak, że to pierwsze wrażenie wynikało z naszej ignorancji, braku ogłady artystycznej. Niczym herbertowski „Barbarzyńca w ogrodzie” stawiamy się w pozycji amatora sztuki.
Ale drugie wrażenie nie było lepsze: słabe wyeksponowanie prac – Holownia (wystawa prac odrzuconych, co nie znaczy, że gorszych) oglądana w nieoświetlonym pomieszczeniu, z pracami rozmieszczonymi w pionowych gablotach tak, że do najniżej ułożonych trzeba było przykucnąć, bo znajdowały się tuż nad podłogą. Do tego wrażenie… niestaranności na wystawie głównej. Wystawa główna mieściła się w ciemnym, małym pomieszczeniu na samym końcu galerii o ścianach wyłożonych nie pierwszej świeżości czarnym filcem. A prace umieszczono za porysowaną plexą. Jasny gwint… przecież ludzie specjalnie tu przyjeżdżają dla tej biżuterii, nawet nie tylko z Polski, ale i z dalszych stron… a tu to wszystko tak byle jak wygląda…
Kropką nad i jest znikomy przepływ informacji – pytaliśmy np. gdzie i kiedy będzie prezentowana wystawa konkursowa w ciągu roku. Bo wiedzieliśmy, że wystawa główna objedzie kawałek Polski i Europy. Chcieliśmy zamieścić informację o kolejnych wystawach prac zakwalifikowanych na naszej stronie i fanpage’u. Nie dało się. Kontakt lost. Odpowiedzi na pytanie brak. Na stronie galerii też nie było informacji na ten temat. Żeby było śmieszniej o tym, że wystawa gości w naszym rodzimym Poznaniu dowiedzieliśmy się… 3 tygodnie po wernisażu w galerii Yes. Dodam, że tylko 6 Polaków zostało zakwalifikowanych do wystawy głównej… i nikt nie wpadł na to, by sprawdzić w kartach zgłoszeń skąd są i zaprosić na wernisaże. Ups!
Owszem było kilka naprawdę fajnych pomysłów, ale zostało wrażenie ogólnego olewactwa.
Gwoździem do trumny okazały się fatalnej jakości zdjęcia naszych realizacji w katalogu – to nadaje się na osobny post: „jak nie fotografować biżuterii – level master”. Zdjęcia koszmarnie prześwietlone, żeby „wyciągnąć” białe tło. Prace sfotografowane bez wyczyszczenia, z mnóstwem drobinek kurzu, a nawet widocznym na zdjęciu „placem boga”, czyli imć pana fotografa, który zdecydowanie powinien się zawodowo zająć czymś innym, niż fotografowanie biżuterii…
Oglądaliśmy wystawy towarzyszące i niestety wiele innych prac w katalogach również zostało skrzywdzonych poprzez bezmyślne prześwietlenie zdjęć.
Na marginesie dodam, że galeria dysponowała przyzwoitej jakości naszymi fotkami, które im wysłaliśmy wraz z pracami oraz pełną zgodą na ich swobodne używanie.
To była część „trochę straszno”, a teraz będzie trochę śmieszno…
czyli opowiem, jak wrażenia z konkursu w 2018 roku odbiły się na pracy wykonanej na konkurs w 2019 roku, czyli skąd ten nasz czopek ze srebra się wykluł:
W 2019 roku Legnica przysłała lakonicznego maila z tytułem konkursu: SREBRO.
I tyle – kropka . Dot . Cisza . (sporo później przyszedł zwyczajowy komentarz do tematu, ale w międzyczasie myśli już potoczyły się własnym torem).
Ale w międzyczasie brewka tykła. No myślimy sobie: to nie jest temat – wszystko tu może wylądować. Może nawet ktoś użyje srebra w pracy, jak sugerują organizatorzy, choć jego brak wcale nie przeszkadza, żeby zdobyć wyróżnienie, czy nawet grand prix, więc jeden pies, czy to będzie ze srebra, czy nie. Poza tym srebro to nie temat. To materiał a festiwal od 40 lat odmienia rzeczone srebro przez wszystkie przypadki. No temat z du*y ewidentnie – wygląda jakby ktoś wymyślił go na poczekaniu – i niech się ludzie martwią, wygra i tak jakieś „sarnie gówno z pęczkiem drutu”* (to nasze autorskie określenie na współczesne konceptualne, pseudoartystyczne wybroczyny).

Na fali emocji Anna rzekła: „a niech sobie w dupę wsadzą ten temat. Tam skąd wypadł”… i tak zrodził się pomysł. A może wręcz: wydalił. Temat z dupy, więc odpowiedź W PUNKT czopek ze srebra.
Jako, że u nas najbardziej szalone pomysły realizuje się zazwyczaj priorytetowo, to przetopiliśmy najgorszy szajs z fela – opiłki po cięciu i szlifowaniu i oczyszczając stop „o tyle, o ile” i zrobiliśmy wlewek a potem na tokarce z niego rzeczony CZOPEK ze srebra, który – o dziwo – zakwalifikował się do wystawy głównej ku naszemu zdziwieniu!
Bo założenie było takie, że to nie miała być praca NA konkurs, tylko O konkursie. Czopek miał trafić na Holownię i tam wzbudzać śmiech/dyskusję/refleksję odnośnie tego konkursu, poziomu ekspozycji oraz kryteriów oceny prac. Legnica od dawna jest kontrowersyjnym konkursem. A naszym zdaniem zawalenie kilku kluczowych spraw jest brakiem szacunku dla twórców, którzy nadsyłają na ten konkurs swoje realizacje oraz publiczności, która jedzie tam specjalnie, by prace tych autorów obejrzeć. Dlatego pozwoliliśmy sobie na taką – nazwijmy to po imieniu – bezczelność. Na policzek jaki nam wymierzono w 2018 roku odpowiedzieliśmy pociskiem w sam środek legnickiego, srebrzonego zadka.
A tu peszek – znowu nas zakwalifikowali na główną – i już sam ten fakt był obrazą dla innych zakwalifikowanych artystów oraz jeszcze większą zniewagą dla tych, którzy się nie dostali, a popełnili lepsze prace.
Dodam jeszcze, że nie dostaliśmy nawet żadnego maila o zakwalifikowaniu pracy do wystawy głównej (dowiedzieliśmy się o tym przypadkiem w rozmowie z zaprzyjaźnioną złotniczką). Cóż… totalne olewactwo vol. 2.
Oczywiście śmiechu z tym projektem było co niemiara (wszelkie skojarzenia słowne są jak najbardziej na miejscu): nie mam odpowiednio dużego wlewaka, żeby odlać taki gruby pręt, więc „klocek” na czopek został zlutowany z 3 blach. Następnie wytoczyłem ten jakże kontrowersyjny „pocisk” na tokarce. W urzędzie probierczym śmiechy i komentarze personelu („…i jaki kształtny”) słyszałem mimo zamkniętych drzwi, a na świadectwie badania mam opis: „czopek” – ostatecznie nie wiem, czy to jest „pin” czy raczej „wsuwka”… broszka… w sumie, docelowo niechże mu będzie – plug.

A w Legnicy nam jeszcze nam dano za to wyróżnienie. Otrzymaliśmy za tę pracę wyróżnienie honorowe dyrektorki galerii sztuki oraz nagrodę rzeczową w postacie 0,25 kg czystego srebra. Podejrzewam, że jury ujęła „czystość formy”, „głębokie znaczenie”, „wartościowe wnętrze człowieka”, „skromne a srebrne” lub istne srebro kolonoidalne…

Śmiechu i zaskoczeń co niemiara, choć w sumie, to ta praca miała być komentarzem i krytyką poziomu tego konkursu –> poniżej pasa. Realizacje wymagające niesamowitego kunsztu, genialnie obmyślone nie mają szans z czymś zrobionym – chciałem napisać „lewą ręką”, ale tu inna część ciała bywa zaangażowana. I tu przyznał mi rację jeden z bardzo cenionych w środowisku złotniczym twórców w rozmowie telefonicznej – dno szamba – tam opadnie nasz czopek (tak nawiasem mówiąc wynika z gęstości srebra).
Można bagatelizować sprawę: to tylko Legnica – oni tak mają, to nie konkurs cechowy… ale… nie zgadzamy się!
Prace muszą być na temat, mieć sens. Tu niestety często niedomaga już sam (jakże wychwalany) koncept, a przecież koncept to dopiero początek. Oprócz ciekawego pomysłu prace powinny być przemyślane, dopracowane i dobrze wykonane. Tu mała uwaga na marginesie: biżuteria jest sztuką użytkową już w samym zamyśle (!), więc BIŻUTERIA musi się dać nosić! I żadne kompleksy twórców biżuterii, którzy czują się gorsi, jeśli nie robią „sztuki dla sztuki”, tego nie zmienią. Jeśli to ma być sztuka czysta, wyzwolona, tylko do gablot i muzeów, pozbawiona swego waloru użytkowego, to popracujmy nad nazewnictwem i określmy to „sztuką inspirowaną biżuterią”.
Więcej na temat naszej koncepcji biżuterii artystycznej oraz sztuki złotniczej przeczytasz w tym artykule. Jest zdecydowanie bardziej merytoryczny, pisany już bez emocji towarzyszących zupełnie niespodziewanemu nagrodzeniu pracy będącej krytyką festiwalu i jawną kpiną.
Ale wracając jeszcze do konkursu sztuki złotniczej w Legnicy…
Po fakcie okazało się, że trafiliśmy z tą pracą faktycznie w punkt. Bo chwilę wcześniej Galerią w Legnicy wstrząsnęła burza w postaci zmiany dyrekcji. Bardzo długo też nie było wiadomo, czy edycja 2019 w ogóle się odbędzie. A temat SREBRO rzeczywiście był wymyślony na poczekaniu, gdy trzeba go było ogłosić w trybie pilnym! 28 Konkurs Sztuki Złotniczej SREBRO był rzeczywiście skręcony na kolanie, w pośpiechu i w niesprzyjających warunkach.
Ze względu na spore zainteresowanie tą pracą W PUNKT czopek ze srebra po jej publikacji, informuję, że zwiedziła kawał świata z wystawą główną konkursu a następnie wróciła do nas. Nie wystawiliśmy jej nigdy na sprzedaż z tak trywialnego powodu, iż nasz butik nie ma stosownej kategorii. Dlatego oryginał nagrodzonej pracy jest u nas „w szufladzie”. Nie wiemy, czy kiedykolwiek znajdzie się ktoś chętny na takie artystyczne kuriozum. Dlatego wyceniamy W PUNKT czopek ze srebra na skromne 2000zł. W przypadku chęci nabycia, skontaktuj się z nami bezpośrednio:

